niedziela, 1 grudnia 2013

#19 Louis cz.2

Hejka wszystkim :) Do czego to doszło...przez was zarywam noce!!!  Miałam zamiar zaczekać chociaż 2 dni na dodanie kolejnej części, ale zmotywowana jednym jedynym chociaż dla mnie i tak bardzo wiele znaczącym komentarzem dodają ją właśnie teraz, czyli dzisiaj, a właściwie jutro XD. Jakoś muszę wam wynagrodzić tak długą nieobecność, prawda? Zapraszam na kolejną część :)


Dlaczego on musi być taki uparty? Nie może sam posprzątać i do cholery jasnej się cofnąć? Nie dociera do niego, że staram się nie patrzeć na niego w taki sposób jak inne dziewczyny, ale to się samo narzuca? Nie moja wina, że jest taki przystojny. Chyba każda dziewczyna zaśliniłaby mu podłogę na moim miejscu. Nasze usta dzieliły już  tylko centymetry. Ta podstępna małpa mnie szantażowała. Albo mu pomogę, albo mnie znowu pocałuje i stworzy jeszcze większy problem niż do tej pory. Spojrzałam na uśmiechniętego przyjaciela. Powoli się do mnie przybliżał z coraz większym uśmiechem na ustach. Gdy brunet już przymykał oczy wykorzystałam chwilę jego nieuwagi i odchyliłam się unikając pocałunku. Louis nieświadomy mojego ruchu chwycił mnie w talii i z zachłannością wjechał ustami w ścianę. Niestety zrobił to tak niefortunnie, że uderzył o nią. Zdezorientowany złapał się za nos. Nie mogłam wytrzymać. Zaczęłam się zwijać ze śmiechu. Szkolne ciacho po nieudanym pocałunku ze ścianą. Szkoda, że tego nie nagrałam. Louis spojrzał na mnie zawiedzionym wzrokiem. Chyba zrobiło mu się głupio, ale cóż. Sam wymyślił taką karę, więc niech cierpi. Kto mieczem wojuje ten od miecza ginie. Louis popatrzył na mnie zawstydzony sytuacją sprzed kilku sekund.
L: To ja może już zacznę sprzątać. Chyba sobie poradzę sam.
C: No dobra. Znaj moją dobroć. Pomogę Ci
L: Nie mogłaś tak od razu?
C: Nie. Tak jest o wiele zabawniej. Nie codziennie widzi się przyjaciela całującego ścianę. Jestem pod wrażeniem. Byłeś taki czuły. Nic tylko pozazdrościć twojej wybrance. Dziwi mnie tylko jedna rzecz. Chłopcy chyba nie lubią takich płaskich
L: Nie komentuj. Najlepiej o tym zapomnij. To się nie wydarzyło
C: A jak wytłumaczysz ślady błyszczyka na ścianie?
L: ha ha ha Bardzo śmieszne. Wyobraź sobie, że mam jeszcze resztki honoru i się nie maluje
C: Na serio? Te rumieńce też masz na co dzień?
L: Ja się nie rumienie.
C: Nie. Ty wcale nie jesteś zawstydzony, że Cię przyłapałam na flircie ze ścianą. Ty tylko nabierasz czerwonego koloru na policzkach z radości która Cię wypełnia po tym pocałunku. Mam rację?
L: Możemy zmienić temat? Może zaczniemy sprzątać?
C: Ok. To ja Cię podopinguje
L: Miałaś mi pomóc.
C: No wiem. Właśnie mam zamiar pomóc kibicując Ci. Bez motywacji pójdzie wolniej
L: Dziękuję łaskawco. Może jeszcze mi powiesz, że sobie usiądziesz i się pogapisz na postęp pracy?
C: Jak ty mnie dobrze znasz. Koniec gadania początek sprzątania. No już! Ruszaj się!
L: Może jeszcze przynieść szanownej pani coś do picia?
C: Hmm…w sumie…Czemu nie?
C: Mniej lenienia się, więcej sprzątania!!! Dajesz Louis! Uda Ci się! Wierzę w Ciebie!                                 
L: Możesz z łaski swojej przestać? To trochę irytujące
C: Naprawdę? Nie wiedziałam. A wiesz co jest jeszcze irytujące? Jak za wszelką cenę próbuje nie patrzeć na Ciebie jak inne dziewczyny, a ty mi to skutecznie i świadomie utrudniasz!!! Zrozum, że nie chce Cię lubić za wygląd i za to ile dziewczyn na Ciebie leci. Chce nadal Cię lubić za to, że jesteś moim przyjacielem. Chce Cię po prostu szanować. Nie chce dołączyć do grona dziewczyn które Cię „kochają” tylko za wygląd, a nie za to kim jesteś. One w ogóle Cię nie znają. Nie chce się zachowywać jak one. Tak trudno to zrozumieć? Nie chce się w Tobie zakochać. Nie w moim najlepszym przyjacielu
L: Może już nie chce być Twoim przyjacielem?! Może nie chce żebyś nadal mnie widziała jako kilkuletnie dziecko?! Może ja właśnie chce żebyś mnie traktowała tak jak inne dziewczyny?!
C: Teraz to przegiąłeś. Następnym razem zamiast do mnie to idź poproś o pomoc którąś z dziewczyn które lubią Cię „za charakter” i które w cale nie widzą w Tobie kolejnego ciacha którym będzie się można pochwalić przed koleżankami. ŻEGNAM

Prawie, że wybiegłam z domu mojego "przyjaciela". Nie chciałam być tam ani chwili dłużej. Louis wołał żebym zaczekała i, że "nie to miał na myśli, ale byłam zbyt zła, żeby chcociaż na niego spojrzeć. Nigdy więcej nie zaprzyjaźnie sie z chłopakiem. Jednak nie ma czegoś takiego jak przyjaźń damsko męska. Jak on mógł tak powiedzieć?! Ja starałam sie go szanować, a on mi wyjeżdża z tekstem, że woli te puste lalunie ode mnie. Nie chce być moim przyjacielem, to nie. Łaski bez. Prosić go nie będę. Żałuje, że zmarnowałam na niego tyle czasu. Mogłam w tym czasie zaprzyjaźnić sie z jakąś dziewczyną, mieć dużo znajomych, ale nie, bo ja cały czas poświęcałam JEMU. Jaka ja byłam naiwna. Naprawdę myślałam, że zawsze mu wystarczy nasza przyjaźń? Przecież to logiczne, że jego wysokość książe krainy zwanej męska duma i ego potrzebuje oklasków, a nie przyjaciółki. Debil ze mnie. Przeraża mnie jedna rzecz. Co ja teraz zrobie? Nie moge wiecznie go unikać. Mogę go ignorować, ale nie da się unikać sąsiada, kolegi z klasy i co gorsza ławki. Jakby tego było mało, nie mam po za nim nikogo komu mogłabym się zwierzyć. Chociaż? Nieeee...to głupi pomysł. Chyba do końca mnie pogrzało...ale w sumie...nie mam nic do stracenia. O kim mowa? O mojej uroczej siostrzyczce...niestety...chciałam mieć starszego brata, ale rodzice obdarowali mnie siostrą...do tego bliźniaczką. Po za nazwiskiem i miejscem zamieszkania nie łączy nas chyba nic. Co prawda chodzimy razem do szkoły, a nawet klasy, ale wszystko robimy osobno. Szczerze mówiąc to chyba Lou znał mnie lepiej niż moja własna siostra. Nie. To głupi pomysł. Równie dobrze mogłabym podejść do przechodnia na ulicy i zacząć z nim gadać. Wyszło by na to samo. Dwie rozmawiające zupełnie sobie obce osoby. Weszłam do domu po cichu z zamiarem przemknięcia się do swojego pokoju niezauważona przez nikogo. Los mi jednak nie dopisał, bo w korytarzu stała moja kochana siostrzyczka szczebiocąc z radością do telefonu. No tak, gadała ze swoim chłopakiem...Myślałam, że puści mnie wolno jednak gdy mnie zobaczyła. Pożegnała sie z Ianem i odłożyła telefon nie spuszczając ze mnie wzroku. Pokierowałam sie w stronę schodów, ale drogę zagrodziła mi Agnes.
A: Kilka minut temu dzwonił Louis. Zostawiłaś u niego telefon...i ciuchy
C: No to zaczynam zbierać na nowy, a ciuchy jakoś odżałuje
A: Nie łatwiej do niego pójść?
C: Nie
A: Okeeeyyy. To sie zaczyna robić dziwne. Wiem, że jesteś leniwa, ale żeby aż tak? Nie powinnaś teraz do niego pobiec pod pretekstem zabrania swoich własności?
C: Nie. Obejdzie sie bez nich. Przecież to tylko telefon i kilka szmat
A: Kim jesteś i co zrobiłaś z moją siostrą?
C: Masz do mnie jakąś konkretną sprawę? Nie chce mi sie tu sterczeć. Mam lepsze zajęcia
A: No dobra. Koniec zabawy. Co sie stało?
C: Nic
A: Nie jestem głupia. Z grzeczności tego nie komentuj
C: Nie mam zamiaru
A: Byłam na zakupach
C: Zyskałaś moją uwagę. Mòw dalej
A: Kupiłam lody
Rzuciłam się do biegu. Wpadłam do kuchni i przeszukałam całą zamrażarke w poszukiwaniu mrożonej rozkoszy.
C: Kto ostatni ten wylizuje pudełko!!!
A: Wzięłam 2 pudełka
C: Co Cie ugryzło w dupe?
A: Nic. Ian miał wpaść, ale nie może, więc jedno zostało bez właściciela.
C: Może jednak ten dzień nie jest taki zjebany?
A: Oglądamy Step Up?
C: Czy ty mi czytasz w myślach, czy jednak mamy więcej wspólnego niż nam sie zdaje?
A: Chyba to pierwsze
Usiadłyśmy razem kanapie w salonie i włączyłyśmy film. Świetnie sie bawiłyśmy pożerając lody i śliniąc sie na widok umięśnionych tancerzy. Pierwszy raz poczułam, że Agnes na prawdę jest moją siostrą. Nigdy nie czułam sie przy niej tak swobodnie.
A: Chciałabym mieć taki brzuch jak Natalie...
C: Jedz, nie pierdol
A: Masz racje
Dziewczyna wepchnęła sobie łyżke stołową lodów do buzi.
A: O patrz! Moose i Camille!!! Jejku...jacy oni są słodcy
Moja towarzyszka szczerzyła się na widok pary przyjaciół. Nagle moja złość przybrała na sile. Aby ją ostudzić wepchnęłam sobie wielką porcje deseru do buzi
C: Nigdy więcej nie odezwe sie do tego dupka.
A: O kim ty mówisz?
C: O tym kretynie przez którego zmarnowałam kilka lat
A: Chyba nie mówisz o Lou
C: Jeśli chcesz mieć wszystkie części ciała na swoim miejscu to nie wypowiadaj jego imienia przy mnie
A: Co sie stało? Przecież wy sie nigdy nie kłócicie
C: Jak widać kiedyś musi być ten pierwszy raz
A: Oby ostatni
C: O to sie nie martw. Więcej sie do niego nie odezwe, więc nie będzie powodu
A: Nie przesadzaj. Nie może być aż tak źle
C: Powiedział, że woli żebym nie traktowała go jak przyjaciela tylko jak inne dziewczyny. Myślę, że to wystarczająco
A: Żartujesz sobie
C: Niestety nie
A: Wiem, że nie chcesz tego słyszeć, ale nie przejmuj sie nim. Moge sie założyć, że szybko pożałuje tych słów.
C: Szybciej niż ja zaczęłam żałować, że go znam?
A: Wiem, że go teraz nie chcesz znać i to rozumiem, ale...myślę, że on nie chciał Cie zranić
C: Może nie chciał, ale to zrobił. Koniec tematu. Mam zamiar go wymazać z pamięci, życia itd.
A: Btw...czemu masz na sobie jego ciuchy?
C: Musiałaś to powiedzieć...
A: Ja tylko zauważyłam fakt
C: Ide sie przebrać
Wstałam leniwie i powlekłam sie po schodach na górę. Gdy weszłam do sypialni, widok zwalił mnie z nóg. Przypomniałam sobie jak dekorowałam z NIM mój pokój naszymi wspólnymi zdjęciami.


 Czym prędzej zamknęłam drzwi nie chcąc więcej torturować samej siebie i zbiegłam po schodach do salonu
C: Agneeeeeess!!!
A: Cooooooo?!
C: Moge od cb pożyczyć coś do ubrania?
A: Nie masz własnych ciuchów?
C: Mam, ale są w szafie
A: I w związku z tym....
C: Szafa jest w moim pokoju
A: A w pokoju są zdjęcia, jego rzeczy itd. Rozumiem. Za dużo wspomnień
C: Powoli zaczynam wierzyć, że jesteśmy siostrami...albo raczej klonami
A: Może chcesz sie zamienić ze mną pokojami na kilka dni? Ochłonęłabyś troche.
C: Jesteś wielka!!!
A: Po tym pudle lodów będę jeszcze większa.
C: Więcej mojej siostrzyczki? To mi się podoba
A: Tobie może tak, ale mi nie.Chciałabym sie mieścić w drzwiach
C: Zawsze możesz mieszkać w ogrodzie.
A: Tak, a ty będziesz mi codziennie rzucać jedzenie z okna w obawie przed zeżarciem rodziców. A do szkoły będziesz mnie toczyć
C: Po kim my jesteśmy takie kreatywne?
A: Nwm i chyba nie chce wiedzieć.
C: O patrz!!! Moose i Camille się całują!!!


A: No widzisz. Im się udało. Są razem, pogodzili się
C: Ale ja sie z tym pacanem nie pogodze. Nie chce go widzieć
A: Masz racje. Jest debilem, że Cie tak potraktował
M: O kim mówicie?
C: O! Mama! Co ty tu robisz?
M: Przyszłam do własnego domu po pracy. To takie dziwne?
A: Nieee. Długo tu jesteś
M: Wystarczająco długo, żeby sie dowiedzieć, że stało sie coś ważnego. Z niewiadomego powodu gadacie ze sobą. Nie żeby mnie to jakoś bardzo dziwiło, aleee....nie gadacie ze sb za często. A po za tym gadacie o jakimś chłopaku....Czekam na wyjaśnienia
A: Po prostu potrzebowałyśmy babskiego wieczoru w środku dnia i akurat sie na siebie natknęłyśmy
M: To jest ta mniej waża sprawa. Wracajæc do tematu chłopców
C&A: MAMO!!!
M: No co? Przystojny chociaż? Ja w waszym wieku...
C: Błagam przestań...
M: Za mną oglądały się same ciasteczka. Nie to co te dzisiejsze...z zewnątrz ciacho, a w środku zakalec
A: Pamiętaj żeby nigdy nie przyprowadzać chłopaka kiedy rodzice są w domu. Chyba, że Ci brakuje wrażeń
M: Przesadzasz moja droga. Wszyscy moi znajomi mówią, że jestem cool.
C: Taaaa...twoi znajomi...
M: Nie tylko moi znajomi mnie lubią. Louis też się chyba nie skarżył, prawda?
A: Może przeniesiemy naszą impreze na górę? Do mnie?
C: Jestem za
Wstałyśmy z kanapy i przeniosłyśmy się do pokoju Agnes. Będąc na schodach słyszałyśmy jeszcze krzyki naszej mamy
M: Powiedziałam coś nie tak? Dziewczynki!!! Porozmawiajmy!
Poszłyśmy do pokoju Agnes.


Dopiero gdy zamknęłyśmy drzwi nie słyszałyśmy jak nasza rodzicielka zdzierała gardło na darmo. 
Rzuciłyśmy się na łóżko i zaczęłyśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Nawet nie zauważyłyśmy jak z godziny 17 stała się 1 w nocy. Wspólnie stwierdziłyśmy, że powinnyśmy się położyć spać. Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam. Mimo całej tej szopki z Louisem nie zaliczam tego dnia do niudanych. Dzięki Lou po wielu latach odkryłam w mojej siostrze przyjaciółkę. Nie miałam pojęcia, że mamy ze sobą tyle wspólnego.
Rano obudziło mnie czyjeś dźganie w żebra.
C: Kimkolwiek jesteś, idź sobie i daj mi spać
I: Kimkolwiek jesteś? To już nawet własnego chłopaka nie poznajesz?
C: Człowieku, ja Cie nie znam, albo przynajmniej nie pamiętam
I: No to sobie przypomnisz.
Chłopak zaczął się do mnie przybliżać
C: Agneeeees!!! Chodź tu!!! Twój chłopak sie do mnie przystawia, a ja nie ręcze za siebie jak nie przestanie
Agnes wpadła do pokoju z zaspaną, ale jakże zdziwioną miną.
A: Co ty tu robisz?
I: yyy...wygląda na to, że napastuje Twoją siostre, ale to nie tak. Ja Ci to wszystko wyjaśnie. Bo ja chciałem Ci zrobić niespodziankę i Cie obudzić, ale z niewiadomego powodu w Twoim łóżku zastałem twojego klona i...głupio wyszło
C&A: Klona? Pff...my jesteśmy swoimi przeciwieństwami. To widać na pierwszy rzut oka
I: Jaaasne. Dlatego gadacie to samo w tym samym czasie. To przecież zupełnie normalne
A: A możesz mi wyjaśnić jak ty tu wlazłeś? W nocy zamykałam wszystkie okna
I: Twoja mama mnie wpuściła
A: O boże...powiedz, że to tylko zły sen
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Wciągnęłam na siebie bluze i pognałam otworzyć z nadzieją, że był to nowy listonosz, który moim zdaniem był podejrzanie młody i przystojny jak na listonosza. Z radością otworzyłam drzwi, jednak mój zapał znikł kiedy zobaczyłam kto stoi przede mną. Gość nie spełniał tylko jednego z moich oczekiwań. Mianowicie nie był listonoszem. Przede mną stał mój były przyjaciel. Powiedziałam tylko-Nie ma nikogo w domu-i zatrzasnęłam drzwi zanim niemilewidziany gość zdołał wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk. Nie zdążyłam zrobić kroku, bo natręt zapukał do drzwi. Otworzyłam i ze sztucznym uśmiechem odprawiłam go słowami "Niestety pomylił pan adresy. Tu nie burdel. Tu dziwek, ani innych dziewczyn które patrzą tylko na pana wygląd pan nie znajdzie" i zatrzasnęłam drzwi przed nosem chłopaka. Nie zdążyłam się odwrócić, a chłopak zaczął walić pięścią w drzwi. Postanowiłam to zignorować, lecz zanim zdążyłam wyjść z holu, Agnes otworzyła drzwi i oniemiała.
L: Agnes, proszę, wpuść mnie. Ja muszę jej to wytłumaczyć. To nie miało tak zabrzmieć
C: Agnes powiedz panu, że pomylił adresy. Nie wiem, czy głuchy, czy głupi, że nie rozumie za pierwszym razem
Nie chciałam patrzeć na tego kretyna więc wyszłam z pomieszczenia. Co on sobie myślał? Że mu wybacze? Chyba sobie ze mnie kpi. Chociażby miał tam stać cały dzień, nie wpuszczę go.
                                                     ***
No to wykrakałam...siedzi pod drzwiami 4 godziny i czeka aż do niego wyjde. Chciałby... Żeby było śmieszniej moja matka go popiera i namawia mnie żebym go wysłuchała. Czy oni wszyscy poszaleli? Nie będę słuchać jego wywodów. Już dość się nasłuchałam.
                                                   ***
Miałam racje. Wszystkich pojednało. Nawet Agnes wzięła jego stronę po tygodniu. Co się stało? Po za tym, że kilka razy dziennie przyłaził pod nasz dom- na szczęście dał sobie już spokój z siedzeniem i czekaniem na wycieraczce- przysyłał mi tyle sms-ów, których oczywiście nie czytałam i dzwonił tyle razy dziennie, że mój telefon nie był w stanie już dłużej wytrzymać i szlag go trafił. Mój jakże do tej pory spokojny dzień przerwał dzwonek telefonu Agnes.
A: Louis dzwoni. Weź z nim pogadaj. Widać, że mu zależy
C: Ale mi już nie. Niech poczuje jak to jest kiedy ty sie starasz, a ktoś to olewa
Dziewczyna odebrała i włączyła na tryb głośno mówiący, żebym słyszała co ta ofiara mówi
A: Cześć Lou. Co tam u cb? Chciałeś coś konkretnego?
L: Chciałem pogadać z Caroline. Możesz ją przekonać żeby ze mną porozmawiała? Stoję przed drzwiami
A: Caroline...
Pokazałam siostrze na migi, żeby się zamknęła
L: Tak. Wiem, że jej nie ma, albo jest obłożnie i zakaźnie chora, a nie chcesz żebym sie zaraził. Wymyśliłaś już jakąś nową wymówke?
A: yyy...nie. Przekaże jej, że dzwoniłeś.
L: Dzięki
Agnes rozłączyła się i popatrzała na mnie proszącym wzrokiem.
A: Wiem, że mu nie wybaczysz, ale chociaż zejdź na dół i go wysłuchaj. Niech sie nie męczy na darmo
C: Ok, ale robie to tylko i wyłącznie dla Cb
Wyszłm z pokoju siostry i zeszłam na dół. Otworzyłam frontowe drzwi i tak jak myślałam, zobaczyłam przed nimi Louisa. Chłopak uśmiechnął się do mnie zadowolony ze swojego sukcesu. Naiwny...nie wie co go czeka.

Co czeka Lou? Czy Caroline mu wybaczy? Co Louis chce wytłumaczyć dziewczynie? O tym  następnej części ;)

#18 Louis cz.1

Hejka :) Przybywam do was z pierwszą częścią imagina o Lou po baaaaaaardzo długiej nieobecności. Wybaczcie, ale mam szlaban, a teraz dodaje nowego posta korzystając z okazji, że mamy nie ma w domu i wczoraj dała mi laptopa do zrobienia pracy domowej, więc nie wiem kiedy uda mi się dodać nową część. Miejmy nadzieję, że szybko :) Nie wiem jak wy, ale ja strasznie tęsknie za wakacjami i dlatego imagin jest taki troche beztroski, wesoły i wakacyjny. Mam nadzieję, że wam się spodoba :) Do następnego posta :)

Wakacje…wszyscy tak na nie czekają, a jak się zaczną to nie ma co robić. Każdy liczy na wakacyjną miłość, szaloną imprezę i bóg wie co jeszcze, a kończy się na rodzinnym wyjeździe, siedzeniem całymi dniami przed komputerem i w najlepszym wypadku wyjeździe na obóz z przyjaciółmi. Moją wakacyjną miłością był ukochany stary laptop, łóżko i…przyjaciel. Tak. Zdecydowanie byłam w nim zakochana. Nie mdlałam na jego widok tak jak na widok innych chłopców którzy mi się podobali, ale tylko dlatego, że byłam do niego przyzwyczajona. Przyjaźnimy się od zawsze, a przynajmniej odkąd pamiętam. Jako kilkuletnie dzieci bawiliśmy się w piaskownicy okładając łopatkami po głowie. Potem poszliśmy razem do szkoły. Lata mijały, ale nasza przyjaźń przetrwała. No właśnie. Lata mijały. Louis zmienił się z małego uśmiechniętego chłopca z wiaderkiem w ręce w przystojnego chłopaka za którym uganiała się cała chmara dziewczyn. Były jak jedna z plag egipskich. Były dosłownie wszędzie. Na ulicy, w szkole, w sklepie, w parku. Wszędzie! Z resztą nie ma się im co dziwić. Był ideałem nie jednej z dziewczyn. Dość wysoki brunet z niebieskimi oczami i wiecznie uśmiechającymi się malinowymi ustami. No i do tego jeszcze miał klate i wspaniały charakter. Czego chcieć więcej? Zadziwiające było, że Louis nie oglądał się za nimi. Nie szukał dziewczyny. Ignorował zaloty wszystkich kandydatek pomimo, że niektóre były naprawdę śliczne. Może chciał żeby dziewczyny polubiły go za to jaki jest? Nie mam pojęcia. Nigdy nie chciał o tym gadać. Jak się go o to pytałam mówił tylko, że ma kogoś na oku, ale musi jeszcze trochę poczekać i, że kiedyś się wszystkiego dowiem. Co miałam robić? Ufam mu i wiem, że jak będzie chciał to sam mi powie. Nie będę go przecież do niczego zmuszać. Wracając do moich uczuć to nie kocham go za wygląd. Ma poczucie humoru, jest opiekuńczy, troskliwy, wesoły i nigdy mnie nie zostawił w potrzebie. Nigdy nie traktowałam go jako materiał na chłopaka. Zawsze był moim przyjacielem i nigdy nie dodawałam go na listę kandydatów na mojego przyszłego męża. Dopiero niedawno zorientowałam się, że czuję do niego coś więcej. Tak naprawdę kochałam go od zawsze, ale dopiero teraz to zrozumiałam. Szczerze mówiąc to nie mam nawet nadziei na coś więcej niż czystą przyjaźń. Kocham Louisa, ale nie chcę niszczyć naszej przyjaźni i jestem w stanie zadowolić się tym co mam. Dla mnie to i tak dużo.
Nagle naszła mnie genialna myśl. Może by tak niespodziewanie odwiedzić przyjaciela? I tak za niedługo sam by do mnie przyszedł, a nie mam nic lepszego do roboty, więc w sumie…czemu nie? Przebrałam się z ulubionej piżamy w kotki w krótkie ogrodniczki, białą koszulkę, kapelusz i okulary przeciwsłoneczne  


po czym pognałam do wyjścia z domu porywając jedynie telefon. Droga nie trwała długo ponieważ Lou mieszka zaledwie kilka domów dalej. Stanęłam przed drzwiami z zamiarem zapukania, jednak stwierdziłam, że nie będę się bawić w żadne ceremonie powitalne. W końcu przyszłam do przyjaciela, a nie na herbatke do królowej. Bez zastanowienia kopnęłam drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu drzwi nawet nie drgnęły. Postanowiłam kulturalnie otworzyć je klamką, jednak to też nie pomogło. W końcu wkurzona chwyciłam za klamkę i z bara wjechałam całą parą i drzwiami w mamę Louisa. No gorzej już być chyba nie mogło! Ja to mam zawsze dobre wejście.
C: Ojejku! Tak strasznie przepraszam! Nie chciałam. Te drzwi nie chciały się otworzyć i ja
M: Przecież nic się nie stało. A tak przy okazji to miło Cię widzieć.
C: Mnie panią również
M: Chętnie bym z Tobą została, ale ja już muszę lecieć. Jestem spóźniona. Cześć!
C: Do widzenia
No dobra. Nie było tak źle. Z resztą co za różnica. Po pierwsze to mama Louisa, więc jej już chyba nic nie zdziwi, a po drugie to nie takie rzeczy się przy niej odwalało. Rozejrzałam się po salonie i kuchni. Nigdzie nie widziałam Louisa. Szukałam wzrokiem przyjaciela jednak nie dane mi go było zobaczyć na dole, więc pobiegłam schodami na górę. Od razu pokierowałam się do pokoju Boo Beara.


 Otworzyłam tym razem kulturalnie drzwi i rozejrzałam się po pokoju. Wszędzie był niesamowity syf, ale było coś co bardziej przykuło moją uwagę niż brudne skarpetki sprzed tygodnia leżące na dywanie. Chłopak słodko spał owinięty kołdrą. Wyglądał tak uroczo, że miałam ochotę się położyć obok i przytulić, ale po chwili przypomniałam sobie, że ze mną nie ma lekko, a już na pewno nie po tym jak Louis przyszedł do mnie w środku nocy, bo mu się nudziło i nie dał mi zasnąć do rana. Odeszłam na drugi koniec pokoju, zrobiłam rozbieg i wskoczyłam na chłopaka.
C: KANPKA!!!
L: Daj mi spać…jeszcze pięć minut
C: Wstawaj śpiochu!!! Szkoda dnia jest już 11. Środek dnia, a ty śpisz
L: Albo się zamkniesz, albo ja cie zamknę. Wybieraj.
Popatrzyłam na przyjaciela i uśmiechnęłam się szyderczo. Nachyliłam się nad nim i wydarłam do ucha.
C: POBUDKAAAAAAAAAAAAA!!!
L: Ostrzegałem
Chłopak szybko się zerwał z miejsca, przerzucił mnie przez ramie i zaczął gnać do łazienki.
C: AAAAAAAAA!!! NAJAZD DZIECI DZICZY!!! RATUJ SIĘ KTO MOŻE!!!
Louis wparował ze mną do łazienki, wepchnął siłą pod prysznic i odkręcił lodowatą wodę. Od razu zaczęłam piszczeć i próbowałam się wydostać. Po minucie szarpaniny i niekontrolowanych wrzasków Louis wypuścił mnie. Zadowolony z siebie podał mi ręcznik.
L: I kto jest teraz górą?
C: Już więcej nie będę. Obiecuję. Przytulas na zgodę?
L: Chodź tu moja żmijo
C: Chodź tu moja wredna małpo
Chłopak podszedł do mnie zapominając, że jestem cała mokra, a ja zanim się zorientował co robi przytuliłam go z całej siły.
L: Fuck! Ale zimno! Jestem cały mokry!!!
C: 1:1 ha ha
L: Jeszcze się zemszczę. Nie znasz dnia, ani godziny.
C: Zobaczymy kto na kim
L: Zaczekaj. Przyniosę Ci coś na przebranie. No chyba, że wolisz chodzić w mokrych ciuchach. Ewentualnie bez nich.
Posłałam chłopakowi mordercze spojrzenie.
C: Zboczeniec
L: Nie przesadzaj. Nie jestem zboczeńcem tylko chłopakiem. Przyzwyczaj się. Zresztą mogłem powiedzieć coś gorszego. Na przykład, że jaram się gołymi laskami i takie tam.
C: Właśnie zasugerowałeś, żebym chodziła nago. To nie było normalne. Uwierz mi
L: Oj tam oj tam. A jak ty się ślinisz na widok jakiegoś chłopaka z klatą bez koszulki to jest dobrze?
C: Wtedy nie jest dobrze. Wtedy jest wspaniale, cudownie, bosko, genialnie…
L: Dobra! Już zrozumiałem. Chcesz te ciuchy, czy nie?
Louis dał mi swoje rurki i koszulkę. Podwinęłam nogawki rurek i założyłam szybko koszulkę po czym popędziłam do pokoju przyjaciela. Chłopak stał bez koszulki przed szafą i prawdopodobnie zastanawiał się co założyć. Mogłabym tak patrzeć godzinami. Opalony umięśniony brunet…czego chcieć więcej? Mnie już nic nie potrzeba
L: Długo się będziesz tak gapić? Zaraz mi obślinisz całą podłogę…
C: Ja?
L: A jest w pokoju ktoś po za Tobą?
C: Ja się nie gapiłam.
L: Nie wcale. Ty tylko dyskretnie rozbierałaś mnie wzrokiem. Lustrując mnie od stóp, aż po czubek głowy zaglądając przy okazji do wnętrza duszy. Taki scan ;)
C: Zdaje Ci się.
L: Ale przyznaj, że Ci się podobało ;)
C: Pff…chciałbyś
L: Może nawet masz rację
Louis przysunął się do mnie na niebezpieczną odległość. Spojrzał na mnie i posłał zalotny uśmiech. Zarumieniłam się, a raczej przybrałam kolor dojrzałego buraka jak to miałam w zwyczaju przy chłopakach. Lou nie skomentował mojego koloru policzków. Zamiast tego powoli zaczął zmniejszać odległość między nami z łobuzerskim uśmiechem na ustach. Po chwili złapał mnie w tali i przysunął do siebie bliżej. Nagle poczułam na ustach pocałunek. Do tej pory był to mój najlepszy pocałunek. No dobra…było to mój pierwszy pocałunek, ale i tak było super!!! Delikatny, śmiały i pełen emocji. Bez zastanowienia odwzajemniłam go. Staliśmy tak kilka minut przyssani do siebie, aż w końcu dotarło do mnie co się dzieje i przerwałam tą cudowną chwilę.
Oszołomiona spojrzałam na szafę. Za wszelką cenę chciałam uniknąć kontaktu wzrokowego z chłopakiem.
L: Szukałeś czegoś do założenia? Zaczekaj…zaraz coś znajdę
Wepchnęłam głowę do szafy zachowując pozory, że szukam jakiś konkretnych ciuchów. Tak naprawdę po głowie cały czas mi chodził ten pocałunek i  nie mogłam się skupić na niczym innym. Po co on to zrobił? Żeby udowodnić, że każda na niego poleci? Przecież i tak o tym wie… Wyjęłam pośpiesznie pierwsze ciuchy jakie wpadły mi w ręce i podałam chłopakowi.
L: Szukałem telefonu, a nie ciuchów, ale ok. Przy okazji się ubiorę.
Louis wyszedł z pokoju i pokierował się w stronę łazienki. Kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami zrobiłam face palma.
C: Teraz to na pewno o nim zapomnę i będziemy tylko przyjaciółmi…Nie znam lepszego sposobu na zapomnienie o miłości do chłopaka jak całowanie się z nim. Brawa dla mnie. No, a pokazywanie chłopakowi, że masz do niego słabość to już w ogóle szczyt…głupoty.
L: Mówienie o chłopaku na którego lecisz w jego obecności też jest bardzo mądre.
Odwróciłam się przodem do drzwi i zobaczyłam w nich zwijającego się ze śmiechu przyjaciela. Ok może to wyglądało śmiesznie jak gadałam do siebie, ale żeby aż tak? Nie. Poprawka. To wyglądało żałośnie. Jestem mistrzem. Mistrzem przypałów.
C: Yyyy…ale ty masz syf w pokoju!!!
L: Jesteś tutaj już pół godziny i dopiero to zauważyłaś?
Boże! Czy wszystko dzisiaj musi  być przeciwko mnie?! Nie mogę powiedzieć czegoś normalnego? Postanowiłam się zamknąć w obawie przed palnięciem następnej głupoty. Zamiast tego posłałam chłopakowi mordercze spojrzenie.
L: No dobra posprzątam. A mówiłem już, że się ślicznie rumienisz?
C: Zapłacisz mi za to!!!
L: Można kartą?
C: Bardzo śmieszne. Naprawdę. Bardzo śmieszne. Weweweweewew
L: Wewewewewewewew
C: Wewewewewwe  Mam Sophie i Alex na szybkim wybieraniu wewewewewe bój się mnie!!!
L: NIE!!! TYLKO NIE EKIPA CIUPAGODUPOWSADZACZY!!! MIEJ LITOŚĆ!!!
C: No dobra dzisiaj będę łaskawa. Potraktuję Cię…
L: Bronią dalekiego rażenia? Wyrzutnią fochów?
C: Czymś gorszym…łaskotkami!!! Masz 5 sekund na ucieczkę. 5,4,3,2,1 Nadchodzę!!!
Louis spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem.
C: No dobra. Niech Ci będzie. I tak nie chciało mi się biegać i gonić Cię po całym domu. A nie miałeś się przypadkiem ubrać?
L: Miałem taki zamiar, ale jednak wolę Cię trochę porozpraszać gołą klatą
C: Pff…wcale mnie to nie rozprasza
L: Nie wcale. Te rumieńce na policzkach to się wzięły przypadkiem
C: Będziesz się smażył w piekle
L: Może i będę się smażył w piekle, ale przynajmniej z Tobą
C: Dobra. Nieważne. Ogarnij ten syf, bo nawet nie ma jak się ruszyć.
L: Pod warunkiem, że mi pomożesz
C: No chyba śnisz
L: No proooooooszę…
C: Zapomnij!
Louis powoli przybliżał się do mnie. Z każdym słowem robił krok w przód.Nie chcąc, aby sytuacja sprzed kilku minut się powtórzyła cofałam się powoli.
L: Jesteś tego pewna?
C: Jak niczego innego
Nagle moje plecy natknęły się na ścianę.
L: Pomożesz mi to przestanę.
Dlaczego on musi być taki uparty? Nie może sam posprzątać i do cholery jasnej się cofnąć? Nie dociera do niego, że staram się nie patrzeć na niego w taki sposób jak inne dziewczyny, ale to się samo narzuca? Nie moja wina, że jest taki przystojny. Chyba każda dziewczyna zaśliniłaby mu podłogę na moim miejscu. Nasze usta dzieliły już  tylko centymetry. Ta podstępna małpa mnie szantażowała. Albo mu pomogę, albo mnie znowu pocałuje i stworzy jeszcze większy problem niż do tej pory. Spojrzałam na uśmiechniętego przyjaciela. Powoli się do mnie przybliżał z coraz większym uśmiechem na ustach.

CZŁOWIEK SKURWIEL!!! SKOŃCZYĆ W TAKIM MOMENCIE...BEZCENNE...
Czy Caroline ulegnie chłopakowi dowiecie się w następnej części ;)

piątek, 25 października 2013

#17 Liam cz.3

Witam wszystkich w tym jakże ważnym dla nas dniu. Kto z was już słuchał 'Story Of My Life'? Ja się zakochałam w tej piosence *_* Jak zresztą w każdej innej piosence chłopców <3 Zapraszam na ostatnią część Liasia :)

Ze snu wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Nie mógł być to kto inny niż moja kochana przyjaciółka. Alex zawsze miała „świetne” wyczucie czasu.
A: No hej! Opowiadaj co tam się wczoraj działo po tym jak poszłam.
C: No więc…
A: Tylko się streszczaj, bo mam masę roboty. Szczegóły opowiesz mi wieczorem.
C: Nie będę mogła opowiedzieć Ci wieczorem.
A: Dlaczego?
C: Bo przychodzę z Liamem.
A: Co?!
C: Zaprosiłam go. Chyba nie masz nic przeciwko?
A: Żartujesz?! To cudownie! Już widzę miny dziewczyn jak zobaczą was razem.
C: Ale my nie jesteśmy razem, więc nie będzie na co patrzeć.
A: Po pierwsze to JESZCZE nie jesteście razem. Po drugie to na pewno będziesz wyglądać olśniewająco. Po trzecie MUSIMY coś odwalić. W końcu czym byłaby impreza bez naszych odpałów?
C: No dobra. Niech Ci będzie.
A: Do zobaczenia wieczorem.
C: Pa
Miałam jeszcze mnóstwo czasu więc postanowiłam przepierdzieć kilka godzin na kanapie oglądając kreskówki. Około godziny 17 oglądanie misia Yogi przerwał mi dzwonek do drzwi.
C: Kogo niesie o tej godzinie? Jak to ty Alex to wiedz, że nie żyjesz i nie pożyczę Ci żadnych ciuchów. Po tym jak mnie zostawiłaś na pastwę losu wczoraj, nie masz o czym marzyć!
Postanowiłam zwlec się z kanapy i otworzyć drzwi. Gdy otworzyłam je i zobaczyłam kto stoi w moim progu zamarłam. Był to Liam.
C: Sorry. Myślałam, że to Alex. Nie miałeś być o 19?
L: No tak, miłe powitanie. Owszem miałem być później, ale tak sobie pomyślałem… Nie miałabyś ochoty pójść ze mną na spacer?
C: Z chęcią, ale zaczekaj chwilę muszę się przebrać. Wejdź do środka.
Poznałam Liama z moją mamą i skierowaliśmy się w kierunku mojego pokoju. Wzięłam ciuchy kupione wczoraj i poszłam się przebrać do łazienki. Gdy wróciłam Liam oglądał moje zdjęcia powieszone na ścianie.
L: Znasz chyba Alex od bardzo dawna.
C: Odkąd skończyłyśmy 6 lat. Niestety musisz uzbroić się w cierpliwość, bo muszę jeszcze ułożyć włosy i inne pierdoły.
L: Nie musisz. Tak wyglądasz ślicznie.
C: Mówisz tak tylko dlatego, że chcesz żebyśmy szybciej wyszli.
Podeszłam do szafy i zaczęłam szukać prostownicy. Przeszukałam całą szafę, ale nie znalazłam jej. Z nerwów nie mogłam się skupić i pomyśleć gdzie mogę ją znaleźć. Wkurzona zaczęłam przetrzepywać cały pokój. Nagle poczułam ręce Liama na moich biodrach.
L: Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
C: Puść mnie! Jak nie znajdę tej pieprzonej prostownicy to nie zrobię sobie ładnej fryzury, będę wyglądała jak maszkara i nie będziesz chciał się ze mną pokazać!
Wydarłam się wkurzona. Chłopak od razu podniósł ręce w geście kapitulacji.
L: Okres się zbliża.
C: Zamknij się kretynie. Jeszcze raz taki komentarz i pożałujesz małpo wredna.
L: Sorry. Nie mogłem się powstrzymać. Tak śmiesznie wyglądasz jak się wkurzasz.
C: Wybaczam. A teraz nie stój jak słup tylko pomóż mi znaleźć to gówno.
L: Nie musisz nic robić z włosami.
C: Nie wkurzaj mnie. Tym razem tak szybko Ci nie wybaczę.
L: Daj rękę.
C: Po co?
Nim się obejrzałam Liam chwycił delikatnie moją rękę, wyjął z kieszeni swoich spodni piękny  miętowy pierścionek z różą i założył mi go.
L: Ślicznie się denerwujesz.
Chłopak zarobił zdrowego kopniaka w nogę. Skrzywił twarz w grymasie bólu.
C: Mówiłam żebyś mnie nie irytował.
L: I tak warto było.
C: Dziękuję. Ten pierścionek jest śliczny.
L: Może chodźmy już? Zostało nam mało czasu.
C: Dobra
Ubrałam się, porwałam tylko torebkę i wyszliśmy. Liam zaprowadził mnie do parku. Szliśmy właśnie piękną alejką pośród drzew gdy zobaczyłam całującą się parę. Nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie to, że dość dobrze znałam tego chłopaka. Kiedyś mi się podobał, ale zakończył naszą znajomość zanim ją na dobre zaczęliśmy. Wysłał mi tylko sms-a „Wybacz, ale mam kogoś na oku. Mój kumpel powie Ci więcej. Przepraszam”. Byłam w nim zakochana po uszy, cały czas robił mi nadzieje, a na koniec zostawił tłumacząc się inna. To naprawdę bolało. Na samo wspomnienie po moim policzku spłynęła łza. Nie umknęło to uwadze Liama. Zauważył na co patrzę. Na szczęście nie zadawał zbędnych pytań. Jedynie przytulił i wyszeptał mi do ucha „Nikt nie jest wart Twoich łez, a jeśli ktoś jest to Cię nigdy do płaczu nie doprowadzi”. Byłam mu wdzięczna. Chwycił mnie za rękę i poszliśmy dalej. Nim się obejrzeliśmy wybiła 19. Zaczęliśmy się kierować w stronę  domu mojej przyjaciółki. Na szczęście nie było daleko i podróż zajęła nam całe 15 minut. Gdy weszliśmy do środka Alex przywitała nas gorąco i zaprowadziła do salonu gdzie bawili się wszyscy goście. Dziewczyny na widok mojego towarzysza obśliniły Alex całą podłogę. Oczy prawie im wyszły na wierzch. Nie powiem schlebiało mi to. Miałam wrażenie, że Liam nie za bardzo się przejął moimi koleżankami. Obawiałam się tylko o jedno. Dominica. Moja zmora i wróg numer 1. Nie znosiłam jej. Zawsze musiała wygrać. Kiedy widziała, że jakiś chłopak mi się podoba od razu zaczynała go podrywać. Wredna małpa. Nagle z moich rozmyślań wyrwała mnie wcześniej wspomniana postać, która jak gdyby nigdy nic stanęła pomiędzy mną i Liamem. Posłałam jej mordercze spojrzenie, ona tylko uśmiechnęła się szyderczo i wróciła do robienia słodkich minek i trzepotania sztucznymi rzęskami przed chłopakiem. Postanowiłam, że po raz pierwszy nie będę się przejmować i zaszaleję. Poszłam do Alex. Po chwili już tańczyłyśmy nie zważając na nic. Gdy zabierałyśmy się do włażenia na stół i odtańczenia Macareny poczułam, że ktoś mnie przerzuca przez ramię i niesie na zewnątrz. No tak. Moi genialni koledzy. Dobrze, że Alex nie ma dużego kosza na śmieci, bo w szkole próbowali mnie już tam wsadzić. Moi wspaniali koledzy zamknęli mnie tym razem w ogrodzie. Postanowiłam nie walić w drzwi. Zaskoczyłam ich swoją pomysłowością i weszłam przez balkon. Jednak są głupsi niż myślałam i nie sprawdzili czy wszystkie okna są pozamykane. Kretyni. Na górze spotkałam Liama. Powiedział, że ma propozycję nie do odrzucenia i chce pogadać, więc zaprowadziłam go do pokoju Alex.
L: Alex powiedziała mi dlaczego nie lubisz Dominici. I pomyślałem, że może chciałabyś ją wkurzyć?
C: Jeszcze się pytasz?! Przejdź do rzeczy
L: Udawaj, że się we mnie zakochałaś. Jak nas zobaczy razem to się tak wścieknie, że jej żyłka pęknie
C: Mamy udawać parę?
L: No tak. Masz coś przeciwko?
C: Nie. Wszystko ok.
L: Chodź już.
Liam posłał mi jeden z jego pięknych szczerych uśmiechów. Nie mogłam się powstrzymać od odwzajemnienia go. Złapaliśmy się za ręce i poszliśmy do salonu, gdzie wszyscy aktualnie tańczyli wolnego. Postanowiliśmy jako "para” dołączyć do nich. Chłopak złapał mnie delikatnie w talii, a ja zarzuciłam ręce na jego szyję. Przez chwile pomyślałam, że on robi to tylko dla pokazówki, ale nie miałam zamiaru zaprzątać sobie tym głowy i postanowiłam cieszyć się chwilą. Gdy spojrzałam na Dominice cała niepewność uszła jak powietrze z pękniętego balona. Dziewczyna kipiała ze złości. Odwróciłam głowę i spotkałam się ze spojrzeniem chłopaka. Miałam zamiar dobić Dominice. Przymknęłam powieki i w tym samym momencie poczułam na ustach delikatny pocałunek. Gdy oderwaliśmy się od siebie spojrzałam na uśmiechniętego chłopaka. Był taki uroczy. Po chwili przypomniałam sobie o moim wrogu. Odwróciłam się i ujrzałam wściekły wzrok Dominici, a po chwili usłyszałam trzask drzwi i już jej nie było. Świetnie się bawiłam tego wieczoru. Uwielbiam zaszaleć z przyjaciółmi. Kilka minut przed północą wszyscy wyszliśmy do ogrodu, by mieć lepszy widok na kolorowe fajerwerki. Zaczęło się odliczanie.
Wszyscy: 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1
I nagle poczułam jak chłopak odwraca mnie w swoją stronę i delikatnie całuje.
W: Szczęśliwego Nowego Roku!!!
Staliśmy tak i się całowaliśmy, a nad naszymi głowami wybuchały piękne sztuczne ognie. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
C: Szczęśliwego Nowego Roku
L: Mnie już nic do szczęścia nie potrzeba.
C: Dominica już poszła. Nie musisz udawać, że się we mnie zakochałeś.
L: Ale ja nie udaję. Naprawdę mi się podobasz.
Po tym wyznaniu zamurowało mnie. Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa.
L: Po Twoim ciągłym gapieniu się na mnie wnioskuję, że nie odwzajemniasz moich uczuć. Cóż… ja już sobie pójdę. Może jeszcze wpadnę do Dominici? Nie masz nic przeciwko prawda?
Chłopak uśmiechnął się po czym mrugnął do mnie.
C: Jesteś głupkiem.
L: Ale Twoim.

I po raz trzeci zatonęliśmy w pocałunku


To zdjęcie jest tak głupie, że aż śmieszne XD

środa, 23 października 2013

Londyn

Cześć wszystkim :) Jestem świeżo po powrocie z Londynu, więc chciałam od razu podzielić się z wami moimi przemyśleniami (albo raczej odczuciami, bo żeby myśleć trzeba mieć mózg, a on już dawno uciekł ze zdrowym rozsądkiem). Prawdopodobnie większość uzna, że ten post jet beznadziejny i go nie przeczyta jednak mam nadzieję, że okaże się on przydatny i ciekawy chociaż części z was. W każdym razie...zapraszam ^^

Jak już wspominałam kilka godzin temu wróciłam z mojego byłego miasta marzeń. Czemu byłego? To długa historia, ale będzie ją łatwiej streścić jak będziecie znać ją od początku. No więc...moja historia o miłości do Londynu o dziwo nie zaczyna się wraz z poznaniem 1D, ale...uwaga uwaga...proszę o werble....CHER LLOYD!!! Niedługo po tym, albo nawet bardzo niedługo, bo zaledwie kilka miesięcy po poznaniu 1D poznałam Cher. Było to pod koniec roku 2011, albo na początku 2012...nie pamiętam dokładnej daty. W każdym razie zobaczyłam jej teledysk do piosenki With Ur Love (jak ktoś nie widział to odsyłam tutaj -->
With Ur Love). Oczarował mnie widok tych pastelowych baloników w kształcie serduszek bla bla bla...a w tle Tower Bridge, Gherkin itd. Widziałam też wiele innych teledysków z Londynem w roli głównej jak np One Thing, albo teledysków które nwm czemu, ale kojarzyły mi się z Londynem (np Heart Skips A Beat). Myślę, że one w dużej mierze wpłynęły na to jak postrzegałam to miasto. Myślałam, że wszystko wygląda tak jak w filmach których (uwierzcie mi na słowo, że nie skończyło się na Love Actually, Notting Hill i innych angielskich komediach z Hugh Grant'em w roli głównej) obejrzałam sporo. Sama już nie wiem czy spodziewałam się, że na ulicach będzie łaził tłum uśmiechniętych ludzi pod przywództwem Cher, w powietrzu będą latały baloniki które wyglądają jak wyciągnięte z bajki o poniaczach (czyt. My Little Pony, czy jakoś tak to szło), z lotniska odbierze mnie sam Harry Styles, a jak będę jechać metrem do hotelu to tuż przy stacji zobacze Olly'ego Mursa tańczącego na wielkiej winylowej płycie...nie wiem...nie mam pojęcia. Londyn z niewiadomego powodu był dla mnie Atlantydą. Marzyłam żeby do niego przyjechać, a co było jak już spełniłam to marzenie?
WIELKIE ROZCZAROWANIE
Pierwszego dnia powiedziałam, że 'im dłużej tu jestem tym szybciej chcę wrócić do Polski', potem na szczęście się przyzwyczaiłam. Do czego? Długo by wymieniać, ale podam kilka przykładów
1. Architektura  i styl w którym utrzymują domy (kibel w ogródku to tylko część nowinek technicznych UK)
2. Gust (o tym się nie dyskutuje, ale bawełniane skarpetki do sandałów w Polsce są niczym w porównaniu do bawełnianych kolorowych skarpetek do lakierowanych butów na obcasie w Wlk. Brytanii)
3. Tłuuuuumy ludzi w centrum, nie tylko miejscowych, ale i turystów (nie mieszkam w małym mieście, więc wiem co to jest tłum na ulicy, znam sytuacje kiedy trzeba 'przepuścić' kilka autobusów, bo nie było miejsca, żeby wsiąść, wiem jakie to wkurzające kiedy nie działa bramka w metrze, a ludzie za Tb się wkurzają, że długo stoisz i nie przechodzisz...), ale to co tam było przeszło moje wszelkie oczekiwania...
4. Kolejki do WEJŚCIA do niektórych sklepów (nie żartuje i myślę, że jest to dobry przykład na to ile tam jest ludzi)
5. Zaniedbanie tego jak coś/ktoś wygląda, chodzi mi o to jak np dbają o domy, ogrody, siebie itp. itd., bo niestety widać, że mają kasę, ale nie wiem, czy nie mają chęci, czasu, czy może braku pomysłu, ale w każdym razie brakuje im czegoś do tego, żeby to wszystko miało ład i skład
6. Śmieci na ulicach (co z tego, że na bramie do Buckingham Palace są złote zdobienia jak pod nią leżą puszki po coli?!)
7. Ceny

Pomijając moje narzekanie-nie byłabym sobą jakbym tego nie napisała-to jest parę rzeczy które mi się spodobało w Londynie i jego mieszkańcach
1. Transport (mimo tłumów na ulicach metro jest mniej zaludnione niż Warszawskie, a o autobusach to nawet nie wspomnę, bo jeżdżą często i jest ich dużo)
2. Wiele ciekawych miejsc można zobaczyć za darmo (teraz tego może nie doceniacie, ale jakbyście pojechały i zobaczyły ceny...np za wstęp do kościoła)
3. Obsługa sklepowa. Prawdopodobnie ten podpunkt jest dla was dziwny, ale mówi się trudno...Chodzi mi o to, że w Polsce jeszcze chyba nie spotkałam się żeby pani w sklepie pytała się mnie jeszcze zanim do niego weszłam jak mi mija dzień, czy mi w czymś pomóc itd. Nie mówię, że w Polsce nie ma sklepów w których tak jest, ale jest tego zdecydowanie mniej niż w UK. Czemu tak mi się to podoba? Czasem zdarzało mi się, że np szukałam czegoś w sklepie, ale nie mogłam znaleźć. Raczej należę do tych wstydliwych osób, które zrobią wszystko żeby tylko nie musieć się odezwać, ale czasem, tak jak np w tym przypadku, nie ma wyjścia i trzeba o coś zapytać kogoś z obsługi sklepu...powiedzcie mi tylko kogo mam zapytać jak w sklepie jest tylko jedna pani za kasą, a przed nią ciągnie się sznur ludzi?! Zdarzało się też tak, że taka szanowna pani ruszała swoje 4 litery tylko jak do sklepu wchodził jakiś dorosły. Czasami takie szanowne panie nie traktują mnie poważnie tylko dlatego, że nie pomyślały o tym, że planuję im zostawić kilka stów na perfumy dla mamy, a myślą sobie od razu, że przyszłam pooglądać, bo przecież mam tylko X lat i moje kosmetyki ograniczają się do tego co dodają do gazet. Nie lubie jak mnie napadają, ale też nie lubię jak chce coś kupić, ale nie jestem pewna ceny, czy czegokolwiek, a nie ma kogo zapytać. Myślę, że to z czym spotkałam się w tamtejszych sklepach było idealne.
4. Ładne parki (takie zielone z drzewkami, nie chodzi mi o płaszcze)
5. Dużo sklepów których nie ma w Polsce, albo są, ale w bardzo małej skali, albo są zaledwie pierwiastkiem tego co w UK. Mam na myśli sklepy takie jak Hollister, Gap, Topshop, Forever 21, Primark, American Apparel, Urban Outfitters, Oasis, Superdrug, Boots i wiele wiele innych.
6. Ceny

Może zauważyliście, ale umieściłam punkt ceny po obu stronach medalu. Czemu? Bo tak jak chyba wszędzie są tam rzeczy które opłaca się kupować i są tam również rzeczy na które nie warto zwracać uwagi. Co opłaca się tam kupować? Przede wszystkim ciuchy, ciuchy i jeszcze raz ciuchy. Pomijając wszystkim znanego z bardzo niskich cen Primarka (na którego też uważajcie, bo nie wszystko jest tam aż tak tanie jak się wydaje, nie wszystko kosztuje tak mało i możecie łatwo wpaść w szał zakupowy i wyjść z torbą pełną ciuchów o łącznej wartości 500zł) można też znaleźć parę fajnych i nie tak bardzo drogich sklepów (nie mówię, że tanich). ALE uwaga na rzeczy które nie są w promocji w sklepach które są w Polsce. Wczoraj byłam w Hollisterze, łaziłam, łaziłam, aż wreszcie znalazłam mega fajną kurtkę, kosztowała ona 99 funtów, czyli 495 zł, miałam cichą nadzieję, że kurtka kosztuje 9 funtów, więc jeszcze raz spojrzałam na cenę i wiecie co zobaczyłam? Na metce oprócz ceny w funtach, euro, dolarach itp. była również cena w zł i wiecie co się okazało? Że kurtka w Polsce jest o 100 zł tańsza niż w UK przeliczając na zł, czyli w języku normalnych ludzi bardziej opłacało by się kupić ją w Polsce (z punktu widzenia osoby która przyjechała do UK na zakupy) niż w Wlk. Brytanii. Ponieważ jestem wielką fanką Conversów chciałam sobie tam kupić kolejną parę. Prawdopodobnie jestem dla większości kolejną próżną osobą, która polubiłą te buty dopiero jak wszyscy zaczęli je nosić, ale cóż...ja swoje wiem. Myślałam też nad kupnem Martensów, ale moje rozmyślania przerwały jakieś dziwne impulsy docierające do mojego pseudo mózgu w Topshopie kiedy to ujrzałam Conversy droższe niż w Polsce o kilkadziesiąt zł. Martensy są droższe o równo 100 zł niż w Polsce. Jeśli nie ma promocji nie warto kupować tam jakiś droższych marek-taki z tego wniosek. Jakby tego było mało drogie jest jedzenie i transport, a bez tego nie da się tam niestety przetrwać :/ To by było na tyle o zakupach

Prawdopodobnie większość Directionerek chciałaby tam pojechać tylko ze względu na to, że UK jest miejscem kultu 1D. Co ja na to? Moim zdaniem nie warto. Z tego co wiem to nie ma tam sklepu 1D World, jest pełno jakiś beznadziejnych gadżetów w innych sklepach, ale moim zdaniem bez sensu jest kupować jakiś dupny zestaw do makijażu 'One Thing' zawierający kredkę do oczu z napisem UAN, sraczkowatą paletę cieni do oczu i nie pamiętam co jeszcze za 100 zł...Jeśli jedziecie na koncert chłopców do UK albo Irlandii to ok. Jak najbardziej jestem z wami, bo też bym chciała, ale jeśli jedziecie do Londynu 'bo One Direction..." to nie jedźcie, bo jedyne  co tam jest z nimi pseudo związane oprócz sterty dziadostwa to reklama Our Moment na Big Red Bus. Mogę wstawić zdjęcie jak tak bardzo chcecie zobaczyć. Nando's też nie jest warte tyle co myślicie. Postarajcie się nabrać trochę dystansu do tego wszystkiego, bo w takim tempie to będziecie chciały spojrzeć na te same budynki co kiedyś patrzało 1D, albo będziecie zwiedzać kible z których babcia syna ciotki matki wójka stryjka zięcia bratowa siostry ojca Niall'a skorzystała kiedyś tam. CHILL OUT

Podsumowując...Londyn już nie kojarzy mi się ani trochę z Cher, 1D, Jessie J, Olly'm Murs'em itd. Kojarzy mi się z tłocznym, zaśmieconym miastem. Kiedyś Harry Styles powiedział, że jego ulubione miasta to Tokio, Londyn i chyba LA. Nie byłam w LA i Tokio, ale po tym co widziałam jestem w stanie powiedzieć tylko jedno 'Gdzie ty masz oczy?!' Przez 5 dni próbowałam spojrzeć na to miasto z jak najjaśniejszej strony. Myślę np, że pogoda nie jest taka zła jak ludzie mówią, ale przez ten czas nie udało mi się ogarnąć jak on może być zakochany w tym mieście?! Mam 3 teorie na ten temat
1) Nie był jeszcze w Polsce. Mówię to zupełnie serio. W Warszawie można jeść z chodnika w porównaniu do Londynu i miasto też nie jest brzydkie.
2) Zobaczył to miasto z innej perspektywy niż ja. On tam mieszka i podejrzewam, że jego dom jest w jednej z bogatszych dzielnic, czyli takiej czystszej, bardziej zadbanej itd. Być może się mylę, bo nie wykluczam opcji, że był tam kiedyś zanim poszedł do X Factor. Jeśli tak było to...
3) Jak duża część anglików nie ma za grosz gustu. Już czuję ten zapach świeżych hejtów...

Możliwe, że część z was po przeczytaniu tego posta uzna mnie za obłąkaną, ale cóż...taka moja opinia, więc możecie się z nią nie zgadzać, ale nie wypowiadajcie się, jeśli nie wiecie o czym mówię. Nie byłyście, nie widziałyście, więc tak na prawdę nie macie pojęcia o czym mówię. Jeśli widziałyście i się ze mną nie zgadzacie to jak najbardziej zachęcam do wyrażenia swojej opini na ten temat. Komentarze mile widziane. Nawet hejty :)





czwartek, 17 października 2013

#16 Liam cz.2

Hejka :) Znalazłam parę minut na dodanie kolejnej części opowiadanka. Trzecią część i ostatnią już część dodam jak wrócę z Londynu. Mam nadzieję, że wam się spodoba i pozostawicie po sobie komentarze :)

Wtedy uświadomiłam sobie, że pomyliłam przyjaciółkę z nieznajomym przystojniakiem i zamiast spać przytulając się do Alex, gniotłam biednego chłopaka. Było mi tak wstyd. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Od razu zaczęłam go nerwowo przepraszać.
C: Przepraszam Cię. Jest mi tak głupio. W ramach przeprosin zapraszam na pizzę, chociaż pewnie nie chcesz ze mną nigdzie iść.
A: ha ha Nie no lepsze niż ten film. Fajna komedia. Powinnaś scenariusze pisać. Ha ha
C: Jak się zaraz nie zamkniesz to będzie horror z Tobą w roli ofiary.
L: Nic się nie stało. Tylko się przytuliłaś. Było całkiem miło i chętnie przyjmę Twoje zaproszenie. A tak na marginesie to jestem Liam.
Chłopak posłał mi piękny uśmiech.
C: Ja jestem Carolin, a ta debilka to Alex.
A: Ej! To było nie miłe!
Przyjaciółka udała, że strzela focha. Po chwili we trójkę wybuchliśmy śmiechem i zaczęliśmy się kierować w stronę pizzerii. Gdy nasze spotkanie dobiegało końca zrobiło mi się smutno. Chyba polubiłam Liama trochę za bardzo. Kilka godzin wystarczyło, aby stwierdzić, że Liam jest po prostu idealny. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Alex.
A: O Boże! Zapomniałam, że miałam dziś zostać z bratem w domu. Mama mnie zabije! Przepraszam was, ale muszę lecieć. Obiecuję Ci, że pójdziemy jutro na te obiecane zakupy.
C: Miałam kupić coś na Sylwestra.
A: Kupisz następnym razem.
C: Sylwester jest jutro geniuszu!
L: Może ja Ci pomogę? Chętnie połażę z Tobą po sklepach i obiecuję, że nie będę marudzić.
C: hm… No w sumie czemu nie?
A: Dobra. Ja lecę. Pa! Miłej zabawy!
Chłopak nadstawił ramię i posłał mi zachęcający uśmiech. Nieśmiało złapałam go, odwzajemniłam uśmiech i powoli ruszyliśmy w stronę pierwszego sklepu. Miałam wrażenie, że nasze poszukiwania trwają wieczność. Przymierzałam wszystko co mi wpadło w ręce: bluzki, bluzy, swetry, spodnie, spódnice, sukienki, szaliki. Liam w porównaniu do mnie zachowywał spokój i uważnie przyglądał się ubraniom. Po trzech godzinach straciłam nadzieję na znalezienie czegokolwiek i postanowiłam poinformować Liama o zamiarze powrotu do domu. Gdy podeszłam, aby mu podziękować za pomoc  zauważyłam, że chłopak uśmiecha się patrząc na znalezione przez niego ubrania.
L: Przymierz to.
Posłałam mu błagalne spojrzenie.
L: No proooszę.
Chciałam postawić na swoim, ale nie mogłam się oprzeć ślicznemu chłopakowi klęczącemu i robiącemu minę kota ze Shreka.
C: Ok
Skierowaliśmy się w kierunku przymierzalni. Gdy znaleźliśmy wolną weszłam do niej pozostawiając chłopaka przed drzwiami. Nie byłam przekonana do zestawu wybranego przez Liama, lecz nie chcąc robić chłopakowi przykrości założyłam go niepewnie i nie przeglądając się w lustrze wyszłam zaprezentować się towarzyszowi. Chłopak stanął jak oczarowany. Nic nie powiedział tylko szeroko się uśmiechnął. Następnie zrobił krok w moją stronę, złapał mnie i delikatnie obrócił w stronę lustra. Zaniemówiłam. Z ust Liama usłyszałam jedynie ciche „Idealnie”. Musiałam mu przyznać rację. Mimo, że ubrania były skromne wyglądały zjawiskowo. Biała koszula z czarnym okrągłym kołnierzykiem i czarne rurki wysmuklające sylwetkę. Efekt wykańczały moje długie włosy opadające na ramiona. Krzyknęłam tylko „Kupuję” i wbiegłam do przymierzalni. Przebrałam się w ekspresowym tempie i opuściłam pomieszczenie . Wybiegając z przymierzalni staranowałam drzwiami mojego nowego znajomego, lecz on widząc moje podekscytowanie pokiwał tylko głową  ze śmiechem. Gdy wyszliśmy z naszymi „zdobyczami” zaczęliśmy się kierować w stronę przystanku autobusowego. Okazało się, że Liam mieszka bardzo niedaleko mnie, więc wracaliśmy razem. Droga powrotna minęła nam bardzo przyjemnie. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Dowiedziałam się, że chłopak przeprowadził się kilka dni temu i będziemy chodzić razem do szkoły. Jesteśmy w tym samym wieku, więc może nawet będziemy w jednej klasie. Gdy dotarliśmy pod drzwi mojego domu postanowiłam podziękować mu za miło spędzony dzień. Odwróciłam głowę by spojrzeć na niego i wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Miał takie piękne oczy. Zatraciłam się w jego spojrzeniu. Było hipnotyzujące. Jego pełne radości oczy same się prosiły aby w nie patrzeć. Po chwili musiałam jednak przerwać.
C: Jeszcze raz przepraszam za to co zrobiłam w kinie i dziękuję za miło spędzony czas.
L: Na prawdę nic się nie stało. Też się świetnie bawiłem. Masz jakieś plany na jutrzejszy wieczór?
C: Idę na imprezę do Alex, ale myślę, że moglibyśmy iść razem.
L: Nie będę sprawiał kłopotu?
C: No co ty! Jestem więcej niż pewna, że będziesz tam mile widziany.
L: Ok. O której mam po ciebie przyjść?
C: 19:30

Na pożegnanie pocałowałam go w policzek i jeszcze raz podziękowałam. Liam odpowiedział mi jedynie najpiękniejszym uśmiechem jaki do tej pory widziałam. Pomachałam mu jeszcze i weszłam do domu. Gdy zamknęłam drzwi osunęłam się po nich robiąc wielkiego banana lecz po chwili podbiegłam do okna, by ostatni raz spojrzeć na przystojniaka. Chłopak szedł żwawo uśmiechając się i odwracając co chwilę głowę w kierunku mojego domu. Gdy straciłam Liama z pola widzenia wzięłam torbę z zakupami i poszłam do mojego pokoju je rozpakować. Gdy zajrzałam do torby natknęłam się natknęłam się na małą, złożoną na pół karteczkę. Rozłożyłam papierek i odczytałam szereg cyfr. Domyśliłam się kto mi to wrzucił. Na odwrocie pisało jeszcze „Mam nadzieję, że się odezwiesz. Liam xx”. Na samą myśl o chłopaku na mojej twarzy zagościł uśmiech. Wyciągnęłam telefon i napisałam wiadomość do mojego nowego znajomego. Długo nie musiałam czekać na odpowiedź. Cały wieczór spędziłam na wspominaniu kończącego się dnia który zdecydowanie zaliczam do udanych. Z nadmiaru wrażeń i zmęczenia zasnęłam.



czwartek, 10 października 2013

#15 Liam

Cześć wszystkim!!! Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale obowiązki szkolne wzywają :/ Dodaję pierwszą część imagina o o naszym kochanym Daddy Direction. To mój pierwszy imagin jaki kiedykolwiek napisałam, więc proszę się nie czepiać, bo było to rok temu. Wraz z przybyciem ogłaszam, że znowu mnie przez jakiś czas nie będzie. Za tydzień wybieram się na kilka dni do Londynu, więc nie wiem kiedy uda mi się dodać nowego posta. Postaram się dodać drugą część jeszcze przed wyjazdem, ale nic nie obiecuję. Może coś napiszę...Jeszcze nie wiem, ale jak będę miała wenę i czas to obiecuję, że napiszę coś nowego. Życzę miłego czytania :)

Siedziałam w moim pokoju i słuchałam muzyki jednocześnie rozmyślając i użalając się nad sobą. Wraz z misiem na kolanach i kubkiem czekolady patrzyłam w dal uroniając coraz to nowe łzy. Czas leczy rany, lecz potrzeba go dużo, aby nie było nawet małej blizny. Mimo, że wiem iż nie uzyskam odpowiedzi, wciąż pytam: Dlaczego?, Co jest ze mną nie tak? Nie da się zapomnieć z dnia na dzień o osobie o której myślało się codziennie. Wspomnienia bolą. Niepotrzebnie do nich wracam i rozdrapuję rany, lecz nie potrafię przestać. Ciągle żyję przeszłością. Nie umiem zrobić kroku w przód   i zamknąć  tego rozdziału w moim życiu. Może po prostu nie chcę? Moje rozmyślania przerwał telefon. Jak się okazało od przyjaciółki.
A: Hej! Szykuj się. Idziemy do kina. Będę za 15 minut. Pa!
Nie dając mi dojść do słowa rozłączyła się. Prawdopodobnie znała moje zdanie na temat  jej pomysłu i nie chciała słuchać sprzeciwu, dlatego tak szybko skończyła rozmowę. Nie mając na nic ochoty olałam rozkaz koleżanki i wróciłam do poprzedniej czynności. 15 minut później usłyszałam dzwonek do drzwi, jednak wiedząc kto zawitał w moje skromne progi zamiast zwlec się na dół i otworzyć drzwi wydarłam się tylko: Otwarte! Kiedy Alex zobaczyła mnie o mało nie padła.
A: Jeśli masz zamiar tak iść do kina to idziesz 5 metrów za mną!
C: Masz rację zjawiskowo to w tej piżamie nie wyglądam, ale ja się nigdzie nie wybieram.
A: Dlaczego?!
C: Nie mam humoru.
A: Choć! Fajnie będzie. Po filmie połazimy po sklepach. Trzeba kupić coś na jutro ;)
C: No chyba, że tak. Nowym ciuszkom nie odmówię. Tym bardziej, że jutro sylwester i wypada jakoś wyglądać.
Alex w błyskawicznym tempie przeszukała moją szafę w poszukiwaniu czegoś na dzisiejszą okazję. No cóż…było co świętować. Ostatnie zakupy w tym roku. Kiedy doprowadziłyśmy moją osobę do porządku wyszłyśmy z domu kierując się na autobus. Niestety w autobusie było tylko jedno miejsce wolne, a obie chciałyśmy usiąść. Nie obyło się bez przepychanki, lecz po kilku minutach wpadłyśmy na genialny pomysł, aby jedna usiadła na kolanach drugiej. Wypadło na to, że ja mam usiąść na jej kolanach. Ludzie patrzyli się na nas jak na idiotki, ale co tam. Zdążyłyśmy się przyzwyczaić. Po wesołej podróży dotarłyśmy do ogromnego centrum handlowego. Według naszego planu najpierw miałyśmy zaliczyć kino, więc ruszyłyśmy w stronę schodów ruchomych, które zawiozły nas na górę gdzie znajdował się nasz cel. Stojąc w niezbyt dużej kolejce do kasy wybierałyśmy film. Repertuar nie był zbyt ciekawy i do tego jeszcze leciały same filmy akcji… Na jedyną komedię jaką grali zabrakło biletów. Zdecydowałyśmy się w końcu na jakiś film akcji o niezbyt zachęcającym tytule. Gdy zakupiłyśmy już bilety poszłyśmy zrobić zapasy jedzenia, a potem na salę. Alex dała mi bilet i kazała szukać miejsca. Po kilku minutach odnalazłam nasze fotele i okazało się, że siedzę pomiędzy przyjaciółką, a jakimś nieznanym chłopakiem. Gdy usadowiłyśmy się wygodnie postanowiłam przyjrzeć się mojemu sąsiadowi. Miał brązowe niezbyt długie włosy i piękne czekoladowe oczy. Był na prawdę przystojny. Po jego wyglądzie można było wywnioskować również, że ma niezły styl. Chłopak świetnie dobrał koszulę w kratę do spodni, a cały efekt wykańczały białe Conversy. Mówiąc w skrócie, nieznajomy wyglądał nieziemsko. Byłam tak zajęta lustrowaniem go od stóp, aż po czubek głowy, że nie pomyślałam, że on może to zauważyć. I jak na nieszczęście spojrzał w moją stronę. Szybko obróciłam głowę w nadziei, że tego nie zauważył, lecz kątem oka widziałam jak patrzy się w moja stronę i delikatnie uśmiecha. Wyglądał tak słodko… Ogarnij się! Nawet go nie znasz, a już o nim fantazjujesz! Definitywny koniec z facetami! Niestety całe zdarzenie nie uległo uwadze Alex, która na szczęście oszczędziła mi komentarzy i tylko posłała mi znaczący uśmiech na który odpowiedziałam morderczym spojrzeniem. Film okazał się kompletną porażką.  Ludzie byli tak zainteresowani rozwojem akcji, że wyszli. Na sali zostałam tylko ja, moja kochana przyjaciółka i przystojniak. Ja również nie chciałam tracić czasu, więc zdecydowałam się wtulić w towarzyszkę i uciąć sobie krótką drzemkę . Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Przytuliłam się i zamknęłam oczy. Trochę dziwne wydawało się, że moja przyjaciółka pachnie męskimi perfumami, ale postanowiłam nie zaprzątać sobie tym głowy. Znając Alex i jej pomysły… Kilka minut później odpłynęłam już daleko w krainę snu. Obudziło mnie delikatne szturchanie. Otworzyłam leniwie oczy i nad sobą zobaczyłam zwijającą się ze śmiechu Alex. Po chwili zastanowienia odezwałam się.
C: Z czego się tak śmiejesz?
A: Ha ha Z niczego. Ha ha

C: Chwila…jeśli ty stoisz nade mną to czyja ręka mnie obejmuje i na kim ja le…O Bożę!